Strona główna Aktualności Nasze lęki nie znikną wraz z falą epidemii

Nasze lęki nie znikną wraz z falą epidemii

przez admin

Epidemia koronawirusa podniesie liczbę przypadków zaburzeń psychicznych w Polsce – należy się spodziewać odległych jej skutków w postaci wzrostu liczby depresji, zaburzeń lękowych, stresu pourazowego, zaburzeń obsesyjno- kompulsywnych. Potwierdzają to wyniki pierwszych badań na ten temat z czasu epidemii.

Badania internetowe przeprowadzone w maju potwierdzają u blisko 40 procent ankietowanych „przejawy wysokiego poziomu nasilonego smutku i przygnębienia o klinicznie istotnym nasileniu”. To ponad dwa razy więcej niż przed ogłoszeniem pandemii.

– Izolacja, lęk, obawa o przyszłość, problemy finansowe powodują, że gorzej radzimy sobie ze stresem, frustracją – mówi mgr Wioletta Michalska, psycholog z CM Medyceusz. – Odczuwamy negatywne emocje, stąd pokusa, aby je natychmiast rozładować na domownikach. Rośnie liczba konfliktów, kłótni przez co oddalamy się od siebie emocjonalnie, a niektórzy posuwają się do przekroczenia granicy agresji werbalnej i przechodzą do agresji fizycznej. Izolacja i ograniczenia sprawiły, że mieliśmy mniejszą możliwość rozładowania napięcia.

Generalnie specjaliści wyróżniają dwa źródła lęku. Pierwszy wynika z samej obecności wirusa i epidemii. Powodem drugiego jest niepewna przyszłość w obecnej rzeczywistości. Wioletta Michalska zauważa jednak dwie skrajne i wzajemnie sprzeczne tendencje w radzeniu sobie z sytuacją. Pierwszą jest tendencja do samonakręcającej się histerii, która nie dopuszcza informacji niepasujących do istniejącego lęku i tworzy katastroficzny obraz. Media mają istotny udział w nakręcaniu tej spirali codziennie podając liczbę zachorowań i zgonów. Odpowiedzialna za to jest także nasza tendencja do selektywnego przetwarzania informacji i koncentracji na ich negatywnych stronach. Nasz lęk wyolbrzymia skalę zagrożenia ponieważ pomijamy np. liczbę mieszkańców naszego kraju i jej stosunek  do liczby zachorowań na Covid-19 czy informację, że 80% przypadków ma przebieg bezobjawowy lub łagodny, koncentrując się na jednostkowych przypadkach zgonów osób w naszej grupie wiekowej bez istotnych chorób współistniejących.

Drugą tendencją jest irracjonalne odrzucanie informacji, które mogłyby zakłócić poczucie komfortu i normalności. Wiąże się to z wyszukiwaniem teorii spiskowych i zaprzeczaniem istnienia samego wirusa, odmową zachowania środków bezpieczeństwa. Te dwie tendencje ścierają się i są zarzewiem wielu konfliktów dolewając oliwy do ognia w i tak już trudnej sytuacji.
 

– Jeśli wybierzemy drogę emocji związaną z jedną z tych tendencji to zastanówmy się, jak będzie wyglądać nasze dalsze życie? Czy będziemy zamartwiać się ryzykiem zachorowania  i unikać wychodzenia z domu do czasu wynalezienia szczepionki? Czy odczuwając silny ból w klatce piersiowej lub ból zęba nie pójdziemy na badania do szpitala, nie zgłosimy się do dentysty z obawy przed koronawirusem? Z drugiej strony czy będziemy zastanawiać się czy jest jakaś grupa trzymająca władzę, której zależy na wywołaniu obecnego kryzysu  i co będzie znajdowało się w szczepionkach? Czy będziemy roztrząsać te teorie spiskowe? Obie te drogi są drogami lęku, który może zdominować nasze życie – mówi Wioletta Michalska. I przestrzega: – Z czasem skutki „wirusa lęku” mogą okazać się o wiele groźniejsze niż skutki koronawirusa, bo z tym drugim system immunologiczny większości osób poniżej pewnego pułapu wieku jest w stanie się uporać. W przeciwieństwie do niego antyspołeczny lęk zagości w naszych głowach na dobre. Wyobraźmy sobie, że za rok czy dwa lata wychodzimy na spacer i zamiast cieszyć się naturą, słońcem, zielenią trawy i drzew zastanawiamy się czy wyczyściliśmy dobrze klamkę, albo którą częścią ciała otworzyliśmy drzwi od klatki schodowej i czy było to bezpieczne lub czy powinniśmy zdezynfekować ręce i podrapać się po swędzącym nosie. To od nas zależy w jakim świecie będziemy żyć i czy rzeczywiście chcemy, aby to był świat obsesyjnej kontroli Adasia Miauczyńskiego z „Dnia świra”.

Miejmy teraz świadomość, że im silniej wpadamy w obłęd obsesyjnej kontroli, tym na dłużej będziemy musieli go znosić po zakończeniu epidemii. Specjaliści podkreślają, że sami możemy uchronić się przed stanami lękowymi, ponieważ psychika ludzka ma duże możliwości adaptacyjne i została wyposażona w liczne mechanizmy obronne. Jednak zbyt obfity kontakt z  informacjami na temat pandemii utrudnia ich działanie. Przykład: po zamachach na World Trade Center w Nowym Jorku z 11 września 2001 roku zauważono wzrost przypadków stresu pourazowego u osób, które nie były ofiarami ataków, nie ucierpiał też nikt z ich bliskich. Badacze zauważyli, że osoby te przez co najmniej cztery godziny dziennie śledziły informacje o zamachach. Wioletta Michalska namawia więc: uważajmy na siebie, ale przestańmy obsesyjnie śledzić informacje o chorobie i pozwólmy po prostu porwać się wirowi życia.

Jeśli jednak obserwujemy u siebie jeden lub kilka z następujących objawów: spadek nastroju, spadek aktywności, wzmożony niepokój, lęk, problemy ze snem, zamartwianie się o przyszłość, obsesyjną kontrolę i silny niedający się opanować lęk przed zarażeniem, to powinniśmy szybko skonsultować się ze specjalistą, na przykład psychologiem, który oceni, na ile nasz stan odbiega od normy, czy powinniśmy podjąć leczenie i terapię. Owszem, dajmy sobie czas na powrót do równowagi ale pamiętajmy, że powinny to być raczej dni, tygodnie, aniżeli miesiące. Im krócej zwlekamy z szukaniem pomocy, tym mniejsze ryzyko, że nasz zły stan psychiczny stanie się chroniczny, a nasz problem się utrwali.

Alejakobiet.pl

Zasubskrybuj I bądź na bieżąco


Mogą Cię zainteresować

Pozostaw komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookie w celu poprawy komfortu użytkowania. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko temu, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej